W listopadzie żegnałam się z emigracją w swojej głowie i już wtedy podświadomie wiedziałam, że przyjeżdżając na urlop po prostu zostanę. Zostałam. Poczułam ulgę, wzięlam glębszy oddech i myśląc, że cokolwiek ma się stać niech stanie mi się w Polsce – nigdzie indziej, tylko tu. Jeśli to ma być miłość niech będzie miłość w Polsce, jeśli kolejne życia niepowodzenie niech wydarzy się w Polsce.

Nie zarobiłam tyle ile inni myślą, że można zarobić, nie oszczędzałam, żyłam, siedziałam na kanapie i przekreślałam dni w kalendarzu. Wzięłam urlop od życia, czy wielką lekcję? Wzięłam porządną lekcję życia i jeszcze zapłacono mi w euro.

Wróciłam, serce mi zwariowało, na prowadzenie wyszła moja naiwność. Zaufałam, straciłam glowe. Obierając za myśl przewodnią „kto nie ryzykuje, nie pije szampana”. Jeśli to tylko przystanek w życiu, rozerwie mi serce na pół. Wynajęłam mieszkanie, rozpoczał się dlugi etap poszukiwania pracy.

Chciałabym wiedzieć co myśli i co czuje ….