rozstaję się z Tobą emigracjio

pechowa emigracjo, żegnam cię powoli w swojej głowie
i aż się boję na myśl co będzie jutro
kręcę się i wiercę, nie usiedzę już
znów buzuje mi wszystko w żołądku, gdzieś znów w swojej głowie gnam
i boję się tych przystanków w życiu
rozglądam się dookoła siebie, znów kupiłam jakieś meble, znów sprzątałam i układałam wszystko równo by pasowało mym oczom
znów to w swojej głowie porzucam
bo tęsknię do koni, bo cholernie tęsknię do Polski
do ludzi których znam, do miasta w którym życie wymarło
tęsknię
nie odłożyłam gorsza straciłam rok w tęsknocie
próbowałam na prawdę zacząć na nowo, zadowolić się błyskotką
i nie myśleć
próbowałam, ale brakło obok kogoś kto pójdzie równym krokiem ze mną do szczęścia
usiadłam na tej kanapie i patrzyłam w okno przez rok

boję się wierzyć, znów bardzo chcę to robić, boję się wierzyć w słowa ktore nie padly
za chwile nadejdzie pewnie moment bycia w czarnej dupie
skoro poradziłam sobie z porażką małżeństwa to czy może być gorzej?