gdy w jednej chwili zmieniasz się

Im więcej myślę, tym więcej złości w sobie mam. W czym trwałam, czy bylismy razem, czy mieliśmy tylko ten sam adres zamieszkania? Czy warto dziś jeszcze o tym myśleć i nie pozwalać sobie zacząć żyć na nowo?

Jak wygląda życie ludzi, którzy na prawdę się kochają? Czy ja kochałam kiedykolwiek na prawdę?  Roczarowana jestem moim życiem, rozczarował mnie finał. Na pewno był kiedyś taki dzień gdy nie pomyślałabym, że dziś będę tu i że dziś będzie tak. Narzekałam i byłam pewna, że będę w tym trwać. Pamiętam też jak pisałam tu, że nie spotka mnie już pewnie nic, że nie zauważy mnie nikt.

Stało się inaczej. Mam 25 lat, za chwilę pewnie będę rozwódką, po trzech latach znajomości i półtora roku ślubu.

Znam już tyle obcych pokoi, w tylu obcych miejscach byłam,bywałam chyba wszędzie, ale nigdzie jeszcze nie byłam tak na prawdę prócz tamtego miejsca. Kochałam tamto miejsce i kochałam spełnione marzenia, miałam masę sił, byłam dumna, los dał mi wiele, nie oszczędzał. Widziałam piękno natury i kochałam swoje konie, jak matka dzieci. Byłam tam na prawdę, teraz będę już gdzie indziej, a czas pokaże resztę …

znów nie kochał mnie ten obcy ktoś

Często zastanawiałam się nad swoimi granicami. Granicami mojej miłości, wierności, wytrzymałości, granicami mojej upartości i wiary.
Byłam pewna, że zniosę wszystko choćby w imię niczego.
Nie zniosłam.

Kolejny raz wspólna droga z kimś rozeszła mi się na dobre. Wspólna droga z moim mężem.
Trwało to zbyt krótko ktoś powiedziałby, a ja że trwało w ogóle nie wiadomo po co.
Nasze plany, moje marzenia, potencjał miejsca, możliwość życia – rozpadło się w cholerę.
Dziś już nie jestem na wsi, nie otaczają mnie konie, dziś już jestem tysiąc kilometrów od tamtego miejsca. Wstałam pewnego dnia i nie czułam problemu by odejść, więc to był dzień, to była granica mojej wytrzymałości, sił i wiary.
Wstałam i wyszłam, nigdy tam już nie wrócę.
Pewnie też nie będę prowadzić pensjonatu dla koni, nie posadzę warzyw w ogrodzie w którym zdążyłam postawić tylko płot, nie wypiję kawy latem na huśtawce w ogrodzie patrząc na konie. Tego miała już nie będę w tamtym miejscy, które kochałam.
Pokochałam to miejsce, pokochałam tak mocno, że choć cierpiałam ból samotności przy mężu to trwałam tam pełna wiary.
Jednak jak każda z nas jestem tylko kobietą, jak każda z nas chcę czuć się doceniona i kochana.
Mąż był jak nr pesel w dowodzie, ktoś mi go nadał niby raz na całe życie.
Pewnie tak będzie. Jeden jak pesel i na całe życie.
Można zapomnieć miłości małe, chwilowe, zauroczenia.
Ciężko jednak będzie zapomnieć że było się żoną, że miało się przed sobą drogę otwartą do rodziny i szczęścia.
Dziś też drogę mam otwartą, lecz nie wiem dokąd mnie doprowadzi.
I boję się strasznie, że do końca życia będę czuła bagaż odpowiedzialności za nieudane małżeństwo, za moje szaleństwo w głowie, które nigdy się nie skończy.

Jacy my byliśmy kiedyś zakochani, jak my szybko to wszystko przegraliśmy.

Daj mi Boże jeszcze kiedyś trochę wiary w miłość, daj mi Boże kiedyś jeszcze trochę sił.