Wiesz chciałabym się poddać w biegu po idealne życie.
Jestem już zmęczona nadzieją.
Chciałabym być byle jaka.
Czasami patrzę na to stojąc całkowicie obok, patrzę i zastanawiam się w co ja wierzę i co ja tu robię.
Zmęczona już jestem tym, że nie żyję, że duszę się tu, że nie podnieca mnie nic, nie fascynuje.
Boję się, coraz częściej boję się, że czasu nie cofnę, że nie przeżyję już żadnych dreszczy emocji, że nie zauważy mnie już nikt, że skończę tu chora. Chora na głowę, że nie udźwignę któregoś dnia tego bagażu.
Już nie czeka na mnie nikt, nie tęskni nikt.
Tu emocje miłości zniknęły tak szybko, to nigdy nie była moja miłość, nie wyszłam za mąż z miłości – wyszłam bo tak wtedy wiał wiatr. Bo uciekałam przed czymś co dziś z perspektywy czasu mogę nazwać miłością.
Kiedyś nie mogłam spać przez myśli o tym jak uciec od miłości, jak nie dać jej się omamić, w całej tej ucieczce wpadłam w sidła.
Dziś nie mogę spać bo tęsknie do miłości przed którą tak się broniłam.

Największą krzywdą jaką ludzie robią sobie wzajemnie to żyć razem lecz osobno, wyniszczanie samego siebie od środka nieudolną sytuacją.
Boże jak ciężko żyć w codziennym narzekaniu i mieć wciąż nadzieję że wyjdzie słońce, że któregoś poniedziałkowego dnia wstaną wszyscy w domu mając inne podejście do życia.
Ciągle z 4 świata stron bębnią bieda, oj jaka bieda, oj jak ciężko, oj jak źle.
Gdzie jest bieda, gdzie jest źle?
W naszych chorych głowach – tak jesteśmy biedni, biedni w serca i radość.
Aż ciężko słuchać jaki ciężki chleb na polskiej wsi.
Dwa traktory, kombajn, 3 auta – bieda ?
Są biedni ludzi którzy wciąż piorą na tarce bo na prawdę są sami i biedni, a świat o nich zapomniał.
Ludzka samotność to największa bieda jaka może nas spotkać.
Brak pieniędzy – bieda ?
80% rzeczy jakie posiadamy w domach to wynik naszego ślepego pędu i konsumpcji – to rzeczy bez których można żyć wciąż żyjąc normalnie.

Wybrałam tak nagle, tak naiwnie chcąc mieć coś i być dla kogoś.
Zapomniałam.
Zapomniałam o sobie, że być może nie mieszczę się w standardach żyć, że przecież zawsze chciałam być bez bagażu.
Nigdy nie chciałam żeby większość narzekania dotyczyła również i mnie.
Nigdy nie chciałam tłumaczyć komuś dlaczego coś ma dla mnie sens.
Chciałam robić to w czym ten sens widzę i nie tłumaczyć się z tego, nie słuchać opinii, nie być kimś kto ma opinię.
Po prostu być gdzieś między tym wszystkim. Trochę tu i trochę tam.
Jestem niestety tu gdzie błękit nieba zasłania ludzkie czarne słowo.
Gdzie ja i moje pasje są niczym mądrym.
Jestem w tym tak bardzo wytrwała, że aż boli mnie to ile wkładam w to sił i wiary.
Nie chcę w to wierzyć nie chcę o tym myśleć, chcę jeszcze trochę po prostu żyć. Żyć lekko.
We wszystkim czuję blokadę, nawet jakby moje auto miało możliwość jeżdżenia tylko i wyłącznie po tych samych trasach – nigdzie więcej, nigdzie indziej.
Przecież to nie możliwe.
Na pewno mogę być jeszcze wszędzie i zawsze.
Tylko chciałabym żeby ktoś taki jak ja zabrał mnie ze sobą, bo zbyt długo już nie mam z kim rozmawiać, bo zbyt długo już nie mam z kim żyć.