Kto wymyślił naszą miłość i jaki w tym wymyśle miał cel?
Czy miłość koniecznie musi być cierpieniem w jakimś sensie? Po co kochamy, żeby cierpieć, rwać włosy z głowy, płakać gdy nikt nie widzi? Jaki w tym sens? Bardzo zgubny zapewne.
Dlaczego to co proste dla jednych jest niewykonalne dla drugich? Jakich czynników Ci pierwsi nie biorą pod uwagę, a jakie powody do stania w miejscu mają Ci drudzy?
Życie jest sprawą taką, że pytań narzuca nam z dnia na dzień coraz więcej a odpowiedzi odbiera, a może każdy dzień odbiera nam rozum w tej całej miłości do stopnia takiego, że na proste pytania nie mamy w ogóle odpowiedzi.
Zamęt.
Zamęt potrafię doskonale siać, robić dookoła siebie, siać ferment i okazywać pogardę. Czym gardzę? Na kogo tak na prawdę jestem zła, a na kogo w ogóle mogę być?
Tak pytać mogłabym w koło. O to o tamto i o wszystko.
Kiedy siadam tu przed tym jasnym wirtualnym oknem, w pokoju gaszę światło, każę mu przez tą chwilę nie mówić nic, bo będę pisać. Nerwowo zerkam w jego stronę bo widzę jak on zerka w mój ekran, dostaję szału. Przekładam popielniczkę od drugiej jego strony by wszystkie jego skłony były w inną stronę niż moją. To takie bolesne, czyż nie? Nie. Nie boli mnie nic jak jedynie to o czym mówić mu nie mogę.
Straciłam już tyle pieniędzy, nie wrócą mi się same już na pewno. Straciłam już tyle wiary, nerwów sił. Wypłakałam już tyle łez, podejmowałam się tylu nie udanych prób.
Przegrywam czuję to, pot płynie mi po czole a ja do mety mam jeszcze miliardy minut.
Kto wymyślił naszą miłość?

Wystarczy ułamek sekundy, żeby nakręcić mnie jak stary zegar który złośliwie tykaniem zakłóca nocną ciszę.
Moje słowa to co sekundę kolejne tykanie,
rozpędzają się lepiej niż najnowszy samochód.
I serce moje rozpędza się w tej samej prędkości w raz z tymi słowami.
Gryzę mówiąc. Mówię milcząc. Pewnie w obecnej chwili milczeniem mówię najwięcej, bo co oznaczać mogą dziesiątki minut milczenia kiedy leżymy na tym samym łóżku, no pomyśl co mogą mówić te głuche chwile?
Rozrywa mnie od środka ból którego nie da się zwalczyć, bo czym przy bólu fizycznym jest ból psychiczny którego tabletką nie ugasi nikt.
Chudnę znów chudnę. Zniknę?
I tak od tygodni nie jestem sobą, nie mówię swoimi słowami. I jestem, na pewno jestem jedną z tych kobiet które potrzebują pożary miłości mieć każdego wieczoru.
I Wiśniewski w „Samotności w sieci” gówno nie rację miał pisząc, że pożary co wieczór mają tylko strażacy.
Choć te pożary minęły mi wraz z ostatnim ciepłym dniem mam je w sobie każdego wieczoru, kiedy wbijam oczy w sufit. Mam je w głowie i pamięci.
Jaką siłę destrukcji w sobie noszę wiem tylko i wyłącznie ja.
Gdyby po środku pokoju stal teraz zastawiony stół, z rozmachem w rękach zrzuciłabym wszystko i teraz kiedy znów Zamykam oczy widzę jak wszystko spada na podłogę. I znam dwa rozwiązania.
Jedno krzyknie popieprzyło Cię do końca?
Lecz drugie rzuci mnie na ten cały bałagan i zacznie się pieprzyć.

Uśmiecham się ;-)
eh głupia

Zamykam oczy.
Widzę to.

Nie śpiewaj, nie nuć, zmień piosenkę, ścisz, wyłącz to.
Umyjesz te szklanki? Jedziemy Twoim autem, ja mam mało paliwa.
Weź psa z łóżka. Dlaczego nie zaniosłaś CV? Coś ukrywasz, kiedyś to wyjdzie.
Dlaczego telefon masz wyciszony, twoja matka do mnie dzwoniła. Przełącz to jest głupie, nie będę tego oglądał.
Ja już niczego nie jestem pewien czuję, że w każdej chwili jesteś gotowa spakować się i odejść.

Codziennie słyszę to samo. Milczę. Myśli moje są w różnych miejscach na ziemi w jednym momencie i ja sama w ciągu każdego dnia przemierzam w głowie cały świat.

Zamykam oczy.
Jestem w dużym, głośnym mieście. Jest noc. Spacerujemy. Ja i kto?
Ktoś kogo być może tak na prawdę sama wyidealizowałam, sama wymyśliłam. Jestem zaparta w sobie. Idę i jest tak pięknie.

Zamykam oczy.
Jest ciemny pokój, w kącie pali się tylko stara żółta lampka, siedzimy po turecku. Ja i kto? Zamieramy i jest tak pięknie.

Zamykam oczy.
Biegnę, mam długie włosy, świeci słońce, lato, to na pewno jest plaża. Jest gorąco. Łapie mnie za rękę, ale kto?

Jakie to miasto, w jakim kraju?
Jaki to pokój, w czyim domu?
Kto łapie mnie za rękę, kto jest przy mnie w tych wszystkich myślach kiedy paląc papierosa na kanapie mam zamknięte oczy?

Wczoraj kiedy miał być moment kulminacyjny i rozwiać wszelkie wątpliwości miałam zrobić krok. Był moment. Wyjaśniło się lecz ja ani nie stoję w miejscu pewnie, ani nie zrobiłam kroku.
Po prostu stoję, noga wciąż mi drga, a może to moje serce?
Może to strach tak mną trzęsie, a może za dużo myślę. Czy kogoś ranię, a może to właśnie siebie najwięcej?
Miliony znaków zapytania kiedy tylko o czymś myślę, nawet marzę można powiedzieć.
Jakie to prostackie dookoła wszystko i prymitywne, cała ta gra codziennego dnia. Rutyna i nic więcej

Co będzie jutro?
To samo co dzisiaj, gówno.