ona kurwa, a on kradnie

Nie opanowałam tego. Trzymałam pod kontrolą patrząc tylko na siebie, bo liczyły się słowa które dają mi otuchę, momenty w których czuję się szczęśliwa. Egoistycznie tylko ja i to przez duże J. Nikt mnie nie nauczył szanować drugiej osoby. Nikt nikogo na mych oczach nie szanował. A burza myśli jakiej nie znałam definicji właśnie objaśniła mi ją w mojej własnej głowie. Pamiętam jakieś miliony chwil które przecież były zwyczajnie zwykłe, momentów które można było inaczej wykorzystać, chwil w których sercu mogłam powiedzieć STOP. Nie powiedziałam. Umysł otępiały mam, serce, ręce, myśli. Nikt nie obejdzie się bez łez. Boję się przyznać samej sobie, że już nie ma, nie ma osoby która mnie czystko po prostu kocha, pójdzie za mną, uwierzy we mnie. w co tu wierzyć w potok kłamst co dnia nowy.
Ja nie wierzyłam w taką miłość, może nawet nie ma tej miłości, może wszystko mi się śni a zapchana skrzynka SMS to pierdolone reklamy. Może oszalałam już z bezsilności mego umysłu. I chciałabym uciekać jak zawsze, uciekać nie wiadomo gdzie i po co, przed czym też nie wiadomo. Nienawidzę swojego domu, nie tęsknie za nim jestem sama jedna ze swoim ograniczeniem.
Wierzyłam w co ? Sama nie wiem co ja sobie myślałam, pewnie wcale nie myślałam, bo po co?
Przecież nikt nie umiałby mnie kochać, po co komu dziś wczorajsza miłość?
I właśnie dokładnie ja pierdole te pieniądze i nie wiem kto z nad dwojga myśli mądrze.

Ona kurwa, a on kradnie.

i tylko nie mów tego mi

Bo to co dla mnie miało sens …
I nie wiem co czym dokładnie powinnam nazwać, co tu było miłością a co koło miłości nie stało.
Nie mam nic szczególnego w pamięci, nie wiem co jest w moim życiu szczególnością.
Może ten widok kiedy idziemy środkiem wielkiego parkiongu nocą by cokolwiek zjeść, to jak łapie mnie za rękę bym została chwilę jeszcze, może w pamięci czuję gdzieś bezpieczeństwo. Zeszmaciło się życie, ale które?
Które się zeszmaciło i które to było właśnie to ŻYCIE?
Kiedyś przez prawie dwa lata czułam silną więź i byłam pełna planów i nadzieji, co się z tym stało nie wiem, kiedy się stało inaczej też nie wiem. Przyzwyczajenie wykańcza umysłu świeżość doszczętnie.
Które przyzwyczajenie mam teraz na myśli? Nie wiem. Fałszem z oczu patrzy mi.
Brakowało mi odwagi, pewności siebie, ciebie jego i jego Ciebie i jego.
Dlaczego łzy do oczu, dlaczego zapamiętane chwile, dlaczego spełnione marzenia.
I kto Ci pozwolił mnie gdziekolwiek zabierać ze sobą, kto Ci pozwolił pokazać jaki jesteś.
Nie panuję nad niczym.

what’s up

Czy ta cisza już na zawsze będzie zakłócac moją codzienność ?
Pytań jest miliony, och ile we mnie nieszczerości. Nie wiem kogo już przepraszać na samą siebie patrzeć nie mogę zakręciłam wszystko nieopradnie, pamiętam tylkoTwoje delikatne ręce do tej chwili błądzą mi po plecach.
Jakie piekne dni mnie minęły, jakie piękne chwile przeżyłam nie pozbędę się wspomnień nigdy.
W sercu mi krzyczy coś radośnie choć pewnie gorzej skończy się. Sam fakt że skończy jest dobijający .
Kocham, nie kocham? Nie umiem odpowiedzieć nawet przed samą sobą.
Nieporadnie wszystko się dzieje nie wiem nawet o czym pisać jestem w ciągłym biegu, biegu za czym?
Prosze moją pamięć zawodną by nigdy nie wymazała z przed mych oczu chwili kiedy opieram głowe o Twoje ramię wzrokiem i myslami wybiegam w dal.