znowu do nieba wziąłeś mnie

Siedzę tu, za wielkim oknem wielkie marki samochodów.
Inny świat. Wyłączyłam wszystkie swoje myśli, nie chcę wiedzieć co za kilka dni.
Liczy się teraz i liczy się dziś.
Chyba właśnie musimy być na końcu świata by poczuć między sobą więź.
Zbyt krzykliwa ja i anemiczny Ty każdemu opiłkiem jesteśmy w oku.
I chuj !

wtorek

Nie cieszę się tak jak pierwszego dnia, nigdy później nic nie jest jak pierwszego dnia. Z niczym nie jest już tak.
Kasa, kasa i kasa, ludzie gówno wiedzą a osądzają drugich bezpodstawnie.
Brakuje mi ambicji innym za to godnego zachowania mężczyzny i jak mam
Cię teraz nazywać – chłopczykiem, dzieciaczkiem, szczeniaczkiem?
Paranoja!
Jestem wściekła czyszcząc toster – rzuciałabym nim o ziemię tak jak
wszystkim niech rozsypie się w drobny mak, załozyłabym ręce za głowę w
górę uniosła nogi- wegetowala. Z zaawansowania w szale nikt nie miałby
prawa mieć do mnie pretensji.
Ty jesteś nie zadowolony, do wszystkiego masz prawo i wszystko Ci wolno
wciąż bez żadnych konsekwencji, a ja usmiecham się w sobie bo już
płakac nie umiem, wyczerpały się zasoby zrozpaczonych łez.
Nie ma rozpaczy, może doszłam do etapu kiedy jestem zła na siebie o to,
że przecież miało być tak pięknie- miało a nie często jest.
Ja obiecując – obiecuję rzeczyktóre chcę i mogę dać.
Gorzej jest z drugą stroną, drugiej strony jakby nie było.