być może to pieprzone marzenia

być może to tylko marzenia ale dla mnie coś więcej, coś do
czego warto dążyć każdego dnia
w każdym momencie uświadamiam sobie co jest ważne, co jest najważniejsze
każdy gest, spojrzenie – wszystko co dzieje się w koło mnie
bo chciałabym by powiedział na pewno – i by to na pewno było pewne
żeby minął ten najtrudniejszy czas który trwa
bo nie wiem jaką drogą zechce pójść czy nie za bardzo odległą
czy bez moich śladów
mam strach przed przyszłością
bo marzę o miłości jakiej nie znam przykładu
cóż
i czasem siedzę
naiwnie rozmyślam
uśmiech każdego dnia
gdzieś wspólny kąt ja z gazetą on przed telewizorem
budzenie się w tej samej pościeli o innej godzinie
wspólny ręcznik
i taka cisza
żadnych pytań, wyrzutów, narzekań
ja na prawdę zamykam oczy i widzę to

 

jest mi po prostu kurewsko źle w miejscu w którym się znajduję
chcę stąd iść
więc zabierz mnie, zabierz mnie
do urzeczywistnienia moich marzeń

pierdolone nierealia

pytam

pierdolone nierealia ?

poniedziałek

może gdyby ta pogoda była inna
może gdyby wszystko było inne na co wolno mi zrzucić winę
może właśnie wtedy zaświeciło by wszędzie słońce
ja nie byłabym dzisiaj taka zmęczona idąc spać o 6 gdy wstaje świt i budząc się przed 11 z nadzieją, że on już chyba na tym komunikatorze musi być
wszystko, dokładnie wszystko i wszystko spisuje się na mój beznadziejny stan
czas mi nie sprzyja
i znów zaczynam przepraszać, wiedząc że właśnie swoją winę najchętniej zrzuciałabym z wielkim krzykiem na niego,
że jego wina
że jestem pazerna na pieniądze do tego stopnia, że zamiatając podnosze każdy upuszzony grosz,
że jego wina moich chorych lęków, że jego wina że oczy są cięzkie – cholernie ciężkie

to jest jakiś tragiczny czas
i on już trwa od zawsze chyba trwa

włosy mam takie powykręcane jak chore myśli
i będę o nim mówiła i nigdy nie wsiąde z tamtym do auta
bo moje głupie serce biegło by piechotą do niego i nic tego nie zmieni
nienawidze być podrywana bo nawet gdy nie jest to moja wina – bo nigdy nie jest
czuję się tak fatalnie podle że inni patrzą się na mnie a ja tego nie chcę

on chyba na prawdę nie jest o mnie zazdrosny
nic a nic

sobota

mam jakąś totalną opsesję, paranoję w głowie
idiotka
i to trwa
chyba powiem nawet, że to trwa od zawsze
i nie zmierza ku końcowi
jak bym chciała mieć opanowaną do perfekcji sztukę opanowania
nawet pająków nie boję się tak jak rozstania
chciałabym pzrestać o tym myśleć
i zająć się trochę sobą
nie wiem jak
nie wiem

wesołych i spędzonych z rodziną życzę :)